Rajd Dolnego Sanu

Dwikozy, 13-15.03.2015r.



Po raz drugi postanowiłem się zmierzyć w tym roku z RDSem. Poprzednio nie wyszło dobrze, więc... mogło być już tylko lepiej :-)

Z Lublina wyjeżdżamy ok. 6:30, w bazie jesteśmy tuż po 8-ej. Nie ma gdzie zaparkować... Ładny kawałek od szkoły znajdujemy w końcu przystań dla siebie.

Szybkie i sprawne przyjecie w sekretariacie- zadziwia mnie ręczny wypisywanie kart startowych przez organizatora. Mają chłopaki zdrowie... ;-) Dostajemy też od razu mapy- możemy więc natychmiast przystąpić do opracowywania strategii.
I zaraz odprawa. Dowiadujemy się, że zakrzyżykowany fragment drogi jest dla nas niedostępny "bo długi i nudny" i kara za jego pokonanie jakaś się wymyśli. Jest kilka innych wskazówek (nie forsować Opatówki, forsować tory). Brak informacji o mapach (skala, aktualność), wyglądzie PK (płaskie czy przestrzenne) oraz sposobie potwierdzania (kredka? perforator?).

Szybkie przebranie się, sprzęt na siebie i punktualnie o dziewiątej START! Postanawiam (jak się okazuje podobnie jak większość) zaliczać PK zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zaliczając najpierw te na pagórkach, mokre i niskie zostawiając na deserek ;-) szkoda, że budowa trasy uniemożliwia wariantowe jej pokonywanie; w zasadzie są dwa: w lewo lub w prawo.

No to w drogę!

PK 3- po masowym starcie peleton rozciąga się. Trafiam niemal "w punkt". "Koniec drogi"- warto czasem rzucić okiem na opis :-)

PK 4- przelot bez historii, a na końcówce można odrobinkę pokombinować ścinając nieco trasy po niezabudowanej parceli. Punkt widokowy, super widok z kulminacji Gór Pieprzowych na dolinę Wisły i sandomierską starówkę. Przestało padać, ściągam więc swoja kurtkę p. deszcz. O, można ją przytroczyć do mojego biegowego plecaczka :-)


PK 5- zaczyna mnie nużyć zmora tej imprezy: asfalty. A już zupełnie wykańczający jest odcinek po dr. wojewódzkiej, na dodatek zwężonej z powodu remontu. Sam PK jak się okazuje historycznie bardzo ciekawy "stara latarnia". Tu nieco więcej o latarniach chocimskich. Wielki plus dla organizatora za wydobycie takiego cacka! Mogłyby jednak być rozdawane w bazie jakieś materiały krajoznawcze przybliżające te atrakcje. Jestem przekonany, że samorządy, LOTy, LGD coś o tym obszarze powydawały.

PK 1- lekki kryzysik, czas na snikersa :-) Nowe Kichary- niestety, PK nie stoi na reklamowanych ruinach zamku, ale niektórzy potrafili tak nawigować, by jednak tam dotrzeć :-)


Asfalty, asfalty, ale przynajmniej fajne wąwoziki. No i wkraczamy w krainę Zawiszy Czarnego.

Ufff, wreszcie kawałek lasu (i bez asfaltu!!!) az miło sobie potruchtać. I tory i absurdalne tabliczki (na oznakowanym szlaku pieszym!) "zakaz przechodzenia"; ja przebiegłem...
I wreszcie PK. kapliczka hmmm gdzie głównym elementem jest.... bilbord. Można? Można!

PK 13- znów bez nawigacji... jak nie szlak turystyczny to...? Oczywiście asfalt!

PK 14- kryzysik się pogłębia, mój mały peleton odjeżdża mi zdecydowanie... Tu wreszcie trzeba nieco ponawigować. I wreszcie kompas wyciągam! Na początek mała nawigacyjna wtopa, ale potem po wejściu do całkiem porządnego wąwozu (hura, nie ma asfaltu!) trafiam w punkt!

PK 15- tylko nie asfaltem! Ta zasada powoduje, że dodaję sobie kilkaset metrów, ale asfaltu mniej :-) Walczę z kryzysem. Nogi do biegania się już nie nadają. Przystaję, kucam, zmieniam ułożenie nóg, coś przekąszam i pomału do przodu. Zawichost, centrum. Deszcz siąpi. czemu nie ma tu jakiejś zadaszonej wiaty? jestem zły na miejscowych włodarzy, ale potem wdzięczny, bo jakbym usiadł wtedy, to nie wiem, czy bym wstał... na rynku ciekawa tablica, zapoznaję się z historią wodowskazu który za chwileę mam odnaleźć. Znajduję go bez problemu, zwłaszcza... że prowadzą do niego drogowskazy.

Dobrze, że poczytałem sobie o wodowskazie na rynku, bo przy samym obiekcie ZERO informacji. Logiczne, nie? Za to każda kapliczka i krzyż(-yk) przydrożny mają informacje, nanizano je na "szlak św. Franciszka".

PK 16- przechodzę przez Zawichost w kierunku południowym, mijam zabytkowe kościoły i wreszcie opuszczam asfalt. Mijają mnie biegacze. Biegną. Dziwię się, gdzie oni biegli do tej pory? Punkcik łatwiutki.

PK 17- zejście do szosy wąwozem, konkretne błotko. na szosie dostrzegam postać na wale p.pow. To jest myśl! po łące, do wału i wałem (ufff, nie asfaltem!) docieram do punktu. Ostatnie 200 m po solidnym błotku. Punkt nie ma perforatora, wisi kredka. I co teraz? Maluję w karcie startowej serduszko, a co :-) Do tego kredka różowo- fioletowa, komponuje się ;-)

PK 2- znów brzeg Wisły, tym razem u ujścia Sanu. Po drodze rz. Opatówka. Nie mam ochoty na jej forsowanie, jest za zimno, a jeszcze jestem sam, bez asekuracji to zbyt ryzykowne. Kilkaset metrów przed mostem schodzę na wał p. pow. i.... znajduje kładkę przez Opatówkę :-) Dobry kilometr zaoszczędzony :-) Znalezienie samego punktu wiąże się z przeczesaniem fragmentu brzegu (niezłe skarpy! jakby się kto poślizgnął, a był sam jak ja, a jeszcze po zmroku... strach pomyśleć). Ale w końcu mam go!!! Ostatni punkt wbity w kartę. teraz mozolne przejście na metę.

Meta. Czasu mam pod dostatkiem, sił też wiem że starczy. Dwikozy na horyzoncie. Docieram do bazy, oddaję kartę. Jeden z moich towarzyszy z którymi przyjechałem (Paweł) jest od ok. godziny na mecie, drugi (też Paweł) depcze mi po piętach, zostały mu jeszcze dwa ostatnie punkty. Pomału się ogarniam, zjadam pyszny bigos, przebieram się w czyste (i suche!) ciuchy. Kąpiel będzie w domu, w końcu daleko nie mamy.

Czas upływa na miłych rozmowach, podziwianiu czasów zwycięzców. Ja byłem na trasie niemal 9 godzin, najlepsi niecałe pięć... Ale trasę pokonałem całą! Treningi nie poszły więc na darmo, ale widać, jak wiele jeszcze mam do zrobienia.

Dostaję pamiątkowe, bardzo ładnie przygotowane zaświadczenie. Bardzo to miły gest, że nawet zajmując dość odległe, bo 38. miejsce (na 66 startujących) dostaje się taka pamiątkę.

Przybywa na metę drugi Paweł. Jesteśmy więc w komplecie. Czas wracać do domu! mam ochotę i na RDSa wrócić. Żeby tylko było mniej asfaltu i więcej nawigacji- takie moje małe zachcianki :-)

Dziękuje Pawłowi Jamrozowi i Krzysztofowi Drożdżyńskiemu za udostępnienie zdjęć do tej relacji.

Poprawiony (wtorek, 06 grudnia 2016 23:15)